Utrata prawo jazdy za przekroczenie prędkości poza terenem zabudowanym oczami Adwokata motocyklisty.

Początek roku w świecie przepisów ruchu drogowego przypomina premierę wysokobudżetowego thrillera – jest dużo dymu, głośne zapowiedzi i poczucie, że zaraz wydarzy się coś widowiskowego. Media huczą o wypowiedzeniu wojny „drifterom” i uczestnikom nielegalnych wyścigów, a ustawodawca dokręca śrubę tak mocno, że niektórzy zaczynają słyszeć trzeszczenie własnych portfeli.

Jednak jako adwokat, a prywatnie motocyklista wchodzący właśnie w swój 20. Sezon na 2kółkach, patrzę na te zmiany z mieszanką zawodowej powagi i czystej, ludzkiej, motocyklowej tęsknoty za wolnością i brakiem ograniczeń. Podczas gdy motocykle niespiesznie budzą się ze snu zimowego, prosząc właścicieli o przedsezonowy serwis, ja analizuję przepisy, które wejdą w życie z początkiem marca. I muszę przyznać: dla wielu z nas nadchodząca wiosna może skończyć się szybciej, niż się zaczęła.

Rewolucja poza miastem – o co tyle krzyku?

Dotychczasowy układ był prosty i w miarę „zaakceptowany” przez uczestników ruchu drogowego: w terenie zabudowanym pilnowaliśmy się jak na egzaminie, bo +51 km/h na liczniku oznaczało trzymiesięczne pożegnanie z prawem jazdy. Jednak poza miastem – na drogach krajowych czy wojewódzkich – przekroczenie prędkości „bolało” głównie portfel (i konto punktowe).

Od marca zasady gry drastycznie się zmieniają. Ustawodawca postanowił zrównać skutki ciężkiej nogi (lub nadgarstka) niezależnie od tego, czy jedziemy przez środek wsi, czy przez malownicze, puste drogi między polami. Jeśli na drodze jednojezdniowej dwukierunkowej poza obszarem zabudowanym licznik pokaże o 50 km/h za dużo, prawo jazdy ląduje w depozycie na 3 miesiące.

Dla motocyklisty to zmiana fundamentalna. Przy dzisiejszych osiągach maszyn, wyprzedzenie kolumny ciężarówek na „krajówce” to często kwestia sekund, w których prędkość potrafi skoczyć niebezpiecznie wysoko. Od marca taka chwila nieuwagi to nie tylko wysoki mandat, ale przymusowa przesiadka na fotel pasażera – i to w samym środku sezonu!

Od „warzyw” do „lusterek” – krótka lekcja historii

Kiedy myślę o bezpieczeństwie, przed oczami stają mi historyczne kampanie społeczne. Pamiętacie rok 2009 i słynną akcję policji: „Idzie wiosna. Będą warzywa”?

Dzisiaj, w dobie wszechobecnej politycznej poprawności, taka kampania prawdopodobnie wywołałaby skandal i serię protestów. Była brutalna, bezpośrednia i dla wielu niesmaczna. 

Były też bardziej wyważone hasła w stylu „Patrz w lusterka, motocykle są wszędzie”. Choć ton złagodniał, problem pozostał ten sam. Niezależnie od tego, czy kampania jest szokująca, czy edukacyjna, walka o bezpieczeństwo na drogach to proces, który nigdy się nie kończy.

W tej grze reguły fizyki są nieubłagane: nieważne, kto miał pierwszeństwo i kto zawinił. My, motocykliści, bierzemy na siebie największe ryzyko. Na końcu rachunek i tak płaci ten, kto nie ma wokół siebie klatki z blachy – zdrowiem, a nierzadko życiem.

„Bo lubię zap…” kontra rzeczywistość

Wielu z nas, czasem z nutką przekory, cytuje klasyka z filmu Job: „Panie władzo, jechałem szybko, bo lubię zap***dalać”. To zdanie weszło do kanonu drogowego humoru, ale umówmy się – drogi publiczne to nie tor wyścigowy.

Czy nowe przepisy o zatrzymywaniu prawa jazdy faktycznie poprawią bezpieczeństwo? Jako prawnik widzę w nich surowość, która może budzić opór. Ale jako świadomy motocyklista, który co roku inwestuje czas i pieniądze w szkolenia motocyklowe, który wchodzi w swój dwudziesty sezon i widział zbyt wiele tragicznych finałów, mam jedną refleksję:

Jeśli te rygorystyczne przepisy sprawią, że chociaż jedna osoba nie trafi na stół operacyjny, czy też jedna osoba nie straci życia, to nowe regulacje są nie tylko potrzebne – są wręcz konieczne.

Wchodzę w ten rok z pokorą. Zarówno do maszyny, jak i do nowego taryfikatora. Państwu i sobie życzę, abyśmy spotykali się tylko na asfaltowych szlakach, a nie w mojej kancelarii przy analizowaniu wniosku o zwrot zatrzymanego dokumentu.

Pamiętaj: Bezpieczeństwo nie ma ceny, a prawo jazdy… cóż, warto je mieć w kieszeni, a nie w urzędzie!


BONUS: Zmiany w zatrzymywaniu prawa jazdy od marca (Szybka ściąga)

Przekroczenie prędkości o >50 km/hStan obecnyPo zmianach (od marca)
Obszar zabudowanyZatrzymanie prawa jazdy na 3 miesiące + mandatZatrzymanie prawa jazdy na 3 miesiące + mandat
Poza obszarem zabudowanym (drogi jednojezdniowe dwukierunkowe)Wysoki mandat + punkty karne (brak utraty uprawnień)Zatrzymanie prawa jazdy na 3 miesiące + mandat
Recydywa (ponowne wykroczenie w 2 lata)Podwójna stawka mandatuPodwójna stawka mandatu + ponowna utrata uprawnień

Adwokat Kamil Mazur

Przewijanie do góry